fbpx

Sesje rodzinne to najczęstsze ze zdjęć, które robimy. Zdjęcia najbliższych, rodziców, rodzeństwa, dzieci, dzieci najbliższych… itp. itd. Nasze domowe albumy i pudełka po butach ze zdjęciami (które przecież wszyscy mamy) są przeważnie przepełnione takimi właśnie zdjęciami. Statystyki są nieubłagane.

Sesje rodzinne w ujęciu klasycznym

Może nie dziać się zupełnie nic przez wiele tygodni, ba miesięcy, ale wystarczy że przyjedzie babcia zobaczyć się z wnukami albo jesteśmy, o zgrozo, u cioci na imieninach i już odruchowo łapiemy za aparat, smatrfon… no, generalnie cokolwiek, co pstryka i robimy zdjęcia, całą masę zdjęć.

Ale to jeszcze nic. Prawdziwego hopla na punkcie sesji rodzinnych dostajemy, gdy pojawia się najmłodszy członek rodziny, niejaki noworodek. Wtedy to już nie tylko my pstrykamy non stop, ale i niemal wszyscy w zasięgu wzroku. Babcia, dziadek, ciotka, wujek, brat z bratową, szwagier i kuzyni. Wszyscy. Bez wyjątku. Ot rodzinny rytuał.

I co dalej? Kiedy kurz opadnie, a szmer migawek ucichnie? Co z tych zdjęć wyjdzie, ile z nich w ogóle zobaczymy, ile stracimy wraz z wymianą starego telefonu na nowy, a ile będzie piękną pamiątka na lata? Bilans wychodzi różnie, bardzo różnie.

Sesje rodzinne na widelcu

I tu mała gwiazdka, drobnym drukiem, czy tam na marginesie, jak kto woli. Zdjęcia małych dzieci, to zupełnie inna bajka. O tym nie teraz, może kiedy indziej. Ja dziś na tapetę biorę sesje rodzinne, te “u cioci na imieninach”, te klasyki gatunki. Nie wszyscy je lubimy. Wielu nie lubi. Że sztuczne, że bylejakie. Niestety mają racje. Ale tych zdjęć statystycznie robimy najwięcej. I wiecie, co? Bardzo dobrze, że robimy, a ten wpis jest o tym, by robić to lepiej niż do tej pory. Żeby z bylejakości dojść do jakości, do wartościowych pamiątek rodzinnych robionych w przyjemnej atmosferze. Żeby porzucić nudne, słabe, złe zdjęcia, a dojść do zdjęć które tętnią życiem, mówią, no po prostu “kopią tyłek”. Tak moi drodzy, zdjęcia “u cioci na imieninach” mogą “kopać tyłek”.

Sesje rodzinne dobrze, czyli jak?

Mam dla Was kilka wskazówek jak podejść do sesji rodzinnych, podczas klasycznych uroczystości. Są to zasady, które wypracowałem dla siebie pracując zawodowo jako fotograf, i które stosuję z powodzeniem od lat. Działają u mnie, gdy pracuję i wiem, że z powodzeniem można stosować je na co dzień. Wszyscy przecież mamy rodziny. Aha, i nie chodzi o jakieś techniczne sprawy. Nie będę pisał o przysłonach, ogniskowych czy dyfuzorach. Będą to raczej soft-skille fotograficzne do wdrożenia od zaraz i dla każdego. Co więcej, pozytywne rezultaty ich zastosowania powinny być widoczne niemal natychmiast w zdjęciach. Zaczynamy.

Sesje rodzinne, krótko i na temat

Oto 5 zasad Kępińskiego na udane zdjęcia rodzinne, “u cioci na imieninach”, czyli podczas klasycznych spotkań rodzinnych, ‘el clasico’.

1. Uprzedź zainteresowanych, że będziesz robił zdjęcia.

Mało kto lubi być zaskakiwany. Jeżeli więc nie chcesz, aby osoby, które fotografujesz wykonywały dziwne ruchy, czuły się skrepowane, uprzedź je, że będziesz robił zdjęcia. Nie chodzi tu o nic wielkiego, wystarczy krótka wzmianka “…spotkamy się, wypijemy kawę i będę chciał porobić nam kilka wspólnych zdjęć…”. To wystarczy. Nasz słuchacz jeśli nas słucha (bo przecież różnie z tym bywa) wyłapię ten prosty komunikat. Założy lepszy krawat, ułoży uważniej włosy, ale też psychicznie nastawi się na to, że będzie aparat. Dzięki temu poczuje się swobodniej i będzie lepiej przygotowany.

2. Zaplanuj wszystko.

Warto mieć plan działania. Czasem żartuję mówiąc, że zwykłe zdjęcia potrzebują planu, a te spontaniczne potrzebują go jeszcze bardziej. Plan działania da Ci spory komfort i swobodę. Jeśli na uroczystości planowany jest tort ze świeczkami to dobrze, gdybyś wiedział ,kiedy będzie i jak chcesz uchwycić ten moment. To samo dotyczy innych punktów takich jak kawa na tarasie, czy składanie życzeń. Sprawdź, gdzie są najlepsze miejsca do zdjęć, gdzie jest najładniej i gdzie mamy naturalne źródła światła tj. okna i przeszklenia. Poza tym obserwuj otoczenie i myśl o kadrach z wyprzedzeniem.

PS. A wracając do tortu… na Zeusa(!), ludzie zgromadzeni wokół niego są istotniejsi niż sam tort(!), skup się na nich nie na kawałku kolorowego ciasta.

3. Bądź moderatorem nie administratorem.

Jaka jest różnica? Administrator mówi fotografowanym dokładnie, co mają robić i jak się zachowywać. Moderator wpływa na fotografowanych, aby zrobili to czego chce i zachowywali się tak, by efekt na zdjęciu był jak najlepszy. Gdy moderujemy atmosfera jest swobodna i wszyscy zachowują się naturalnie. Zdjęcia mają większy ładunek emocjonalny i nie są udawane. Postaraj się pamiętać o przebiegu uroczystości, by wpleść w to wszystko rodzinne zdjęcia, nie rujnując jednocześnie innych elementów uroczystości. Jeśli ktoś potrzebuje więcej czasu, żeby się oswoić z myślą o zdjęciach daj mu ten czas i wróć do niego po kilku chwilach.

3. Działaj szybko, czyli zasada 2. minut.

Szybko nie znaczy chaotycznie. Szybko oznacza, że fotografowanie jednej osoby, czy grupy osób nie może być rozwleczone. Pamiętaj, że uroczystość rodzinna ma swoje prawa, a uczestnicy poza zdjęciami mają jeszcze mnóstwo kawałków sernika do zjedzenia i kaw do wypicia. Moje doświadczenie mówi, że na sfotografowanie zaaranżowanej sytuacji mamy maksymalnie 2. minuty. Jeżeli zdjęcia trwają zbyt długo, uczestnicy mogą się niecierpliwić i przyjmować nienaturalne pozy. Skutek może więc być taki, że dopracowywane technicznie przez 10 minut zdjęcie jest bezwartościowe, bo po 10. minutach “pozowania” wszyscy maja już szczękościsk, skurcze w łydkach, a myślami odlecieli już z powrotem nad talerzyk z sernikiem. Staraj się ustalać kadry i parametry wcześniej, a do zdjęć zapraszaj, gdy jesteś już gotowy.

5. Bądź w kontakcie ze wszystkimi.

Ostatnia zasada, ale najważniejsza. Absolutnie nic nie zastąpi dobrego kontaktu z osobami fotografowanymi. Zanim zaczniesz robić zdjęcia pogadaj chwilę, pobądź, nie udawaj niewidzialnego (tak, tak, mając aparat w rękach nie stajemy się niewidzialni), przyzwyczaj wszystkich do swojej obecności i… uśmiechaj się. Dzięki temu sprawisz, że Twoja obecność, czy wystąpienie w roli fotografa będą czymś naturalnym czym nikogo nie będziesz dziwił. Wszyscy przywykną i zaakceptują fakt że wujek Staszek to ten z wąsem, a ten tam to nasz rodzinny fotograf. Wujek Staszek lubi opowiadać kawały, a ten tam lubi robić zdjęcia. I dla nikogo nie będzie to zaskakujące.

PS. Wiem, to niełatwe, ale skupienie nad zdjęciami nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla posępnej miny i wycofania fotografa. Podzielność uwagi polegająca na tym, by jednocześnie fotografować i uczestniczyć w uroczystości ,jest bardzo istotna dla ostatecznego efektu. Nie ma nic gorszego niż naburmuszony fotograf. Przed takim nikt się nie otworzy, serio.

Życzę samych przyjemności “u cioci na imieninach” i pamiętajcie, że zdjęcia są ważne.

Więcej na temat fotografii ślubnej, sesjach rodzinnych i porad jak robić lepsze zdjęcia znajdziesz na moim blogu. Zapraszam.